Klimatyzacja – komfort czy bezpieczeństwo

Środek lata to pora zdecydowanie zbyt późna na zastanawianie się nt. naprawy samochodowej klimatyzacji. Temat ten jednak poruszę właśnie teraz ze względu na pewną zasłyszaną dyskusję, w której starły się pokolenia i oczywiście punkty widzenia na sprawę air condition w aucie.
Rugby Jak myślicie, kto był orędownikiem sprawnej klimatyzacji w samochodzie – starszy pan, czy młodzian? Sprawy miały się tak: – Lubię swojego starego golfa, to auto ma duszę. Te nowoczesne autka, jak ten pański Koreańczyk, to już nie to. Są dobre dla tych, co nie umieją jeździć, komputery, bajery, wspomagania, automaty, klimatyzacje. Po co to wszystko? To tylko więcej części, które mogą się zepsuć – odzywa się w te oto słowa pewien arogancki młodzian do pana w średnim wieku, który dumnie otwiera pilotem swojego nowiusieńkiego „Koreańczyka”. – Mówisz tak, bo zazdrościsz, to wszystko bardzo przydatne rzeczy – grzecznie odpowiada emeryt. – Jakbym chciał, to bym takim jeździł – odszczekuje się młodzieniec. Dyskusja idzie w stronę przydatności poszczególnych udogodnień, funkcji i bajerów i dochodzi do tytułowej klimatyzacji. – To tylko dla wygody i nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem – kwituje chłopak. Ale czy na pewno?
W naszych samochodach firmowych robimy przegląd klimatyzacji każdego roku, wiosną, zaraz po wymianie opon. Nikt w firmie Transvoyager nie ma wątpliwości, że to ważne i nie ma mowy o oszczędzaniu na tej sprawie. Regularnie więc odgrzybiamy, wymieniamy filtry, jak trzeba to wymieniamy czynnik chłodzący.
Powie ktoś: robicie przejazdy do Anglii, a tam przecież ciągle pada, po co wam klimatyzacja? Kto nie był w Anglii w lipcu, ten nie wie, jakie tam potrafią być upały. Prażące słońce w blachę samochodu, na patelni autostrady to koszmar. I tu wrócę do dyskusji emeryta z młokosem – klimatyzacja to wygoda, a owszem, ale wygoda to bezpieczeństwo. Komfortowo czujący się kierowca to podstawa. Zalany potem i opuchnięty z gorąca szofer nie gwarantuje właściwego skupienia uwagi, refleksu, właściwej reakcji na zdarzenia drogowe. Dla nas, zawodowych kierowców to oczywiste.
Słusznie ktoś może zwrócić uwagę, komentując powyższy wywód: – zaraz, zaraz, a co z pasażerami, realizujecie przewozy Polska – Anglia latem, to klimatyzacja jest ważna dla wygody klientów. Oczywiście, że tak, kto chciałby podróżować tyle godzin w upale bez sprawnej klimatyzacji. Zdarzy się oczywiście i taki pasażer, który życzy sobie wyłączenia z obawy przed roztoczami, grzybami itp. wtedy pokazujemy kwit z przeglądy, wymiany filtra kabinowego, odgrzybiania itp. Przeważnie pomaga i pozostali podróżujący mogą odetchnąć i kontynuować podróż z Polski do Anglii w komforcie i bezpieczeństwie.
Trnsvoyager.pl

Reklamy

Cementownia i słynni pisarze

Jakiś już czas temu na w ramach bloga firmowego opisywałem ciekawe miejsca, jakie trafiają się podczas naszych przejazdów zawodowych, realizując przewóz osób Polska – Anglia. Zastanawiałem się, chcąc wrócić do pomysłu dzielenia się spostrzeżeniami z podróży, jakiego ważnego miejsca w Anglii jeszcze nie opisywałem i padło na miasteczko Rugby w środkowej Anglii.
Rugby jest ważne z punktu widzenia przewozu osób, bo mieszka w tym miasteczku, a właściwie mieście, bardzo liczna grupa Polaków. Niby nic wyjątkowego to Rugby, miasteczko z liczbą mieszkańców niecałe 70 tys. Krajobraz, jak to w angielskich miasteczkach, ale z wyjątkami.
Pierwszym wyjątkiem i rzucającym się w oczy detalem krajobrazu Rugby jest cementownia, której instalacja, niczym potężna futurystyczna rzeźba góruje nad osiedlami klasycznych brytyjskich domków z mini-ogródkami wysypanymi białym żwirkiem. Cementownia jest imponująca, ale to tylko cementownia i więcej o niej powiedzieć się nie da. Co innego szkoła.
Shool of Rugby nie jest szkółką piłkarską, jak można by sądzić. Imponujący budynek szkoły w Rugby przypomina swym zewnętrznym wyglądem filmowy Hogward z Harrego Poterra i tu niespodzianka, bo okazuje się, że szkoła ta może imponować nie tylko budynkiem, ale także swoją historią i współczesną sławą, jako szkoła renomowana i reprezentująca wysoki poziom w skali całej Anglii.
Co do historii, to mam na myśli sławnych ludzi, którzy do tej szkoły uczęszczali. Okazuje się, że jest ich bez liku, ale osobiście przejrzałem listę nazwisk i dla mnie znane są dwie szczególne osoby. Obie te postacie to słynni na cały świat powieściopisarze. Nie mam tu, bynajmniej, na myśli autorki wspomnianego wcześniej Harry Pottera pani J.K. Rowling, ale autorów o wiele bardziej słynnych i ważnych dla światowej literatury. Otóż do słynnej szkoły w Rugby uczęszczali: Salman Rushdie i Charles Lutwidge Dodgson znany głównie jako Lewis Carroll. Pierwszy z wymienionych zasłynął kontrowersyjną dla świata islamu powieścią „Szatańskie wersety”, za którą muzułmanie skazali go na karę śmierci, a drugi to autor, nie mniej kontrowersyjnej i znanej każdemu „Alicji w krainie czarów”.
Ponadto Rugby szczyci się faktem, że jest miastem, w którym wynaleziono silnik odrzutowy – w parku w centrum miasta stoi nawet ciekawy pomnik ku pamięci wynalazcy. Jest nim niejaki Frank Whittle, który właśnie w Rugby wybudował pierwszy na świecie prototyp silnika odrzutowego. Miało to miejsce w kwietniu 1937 r. w zakładach British Thomson- Houston w Rugby.
Transvoyager.pl

Mit obalony – włoskie chamstwo nie istnieje

Dużo jeżdżę służbowo i prywatnie, głównie jednak do Anglii, Francji, Irlandii i Holandii. Tym razem miałem wybrać się prywatnie do Włoch i pomyślałem, że to świetna okazja sprawdzić mit o fatalnej kulturze jazdy Włochów.
Zanim się wybrałem w drogę, to poczytałem trochę fora internetowe. I potwierdziły się znane mi opinie o włoskich kierowcach. Czytam na tych forach:  „im dalej na południe, tym gorzej się jeździ. W okolicach Neapolu jest już średnio, w samym Neapolu nawet ciężko”, albo: „ogólnie Włosi jeżdżą bardzo nieostrożnie i jeśli chodzi o włoską kulturę jazdy, jest z nią na bakier. We Włoszech musisz bardzo ale to bardzo uważać na drogach i nie ufać ślepo znakom drogowym czy pierwszeństwom przejazdu , a tym bardziej Włochom”.
Poinformowany tak przez internet i z pamięciom ogólnego stereotypu wpychających się na siłę, bez respektu dla przepisów włoskich kierowców, już miałem zrezygnować z wyprawy do Italii i zając się codziennością, którą jest czyli przewóz paczek Polska – Anglia i odwrotnie, a także przewóz osób Anglia – Polska itd., ale postanowiłem sprawdzić stereotyp o Włochach, i spróbować obalić mit o ich nagannych manierach na drodze.
W Toskanii i północnej Italii wszystko było ok, normalni kierowcy, normalna jazda, nawet bardziej kulturalni niż w Polsce, nie wyprzedzają na trzeciego, nie podjeżdżają na niebezpieczna odległość, poprawnie parkują itp. Trochę mnie drażniły skutery, które są wszędzie i wciskają się w najmniejsza nawet wolna szczelinę między samochodami. Na autostradach to nie przeszkadza. Co zatem w miastach, co z tym Neapolem? No, musze przyznać , że jest inaczej niż w Londynie, Manchesterze czy Coventry. Inaczej, ale nie tragicznie. Odmienność wynika ze struktury miasta – mnóstwo małych, wąskich, uliczek, wszędzie motorowery i skutery. Trzeba uważać i mieć oczy dookoła głowy, ale ciągle nie widziałem powodu do paniki, czy potrzeby zgłaszania do Trybunału w Sztrasburgu wniosku o zbiorowe odbieranie Włochom prawa jazdy. Jest znośnie, można się dostosować i generalnie obalam mit o fatalnej kulturze jazdy Włochów w generalnym ujęciu. Chama na drodze we Włoszech można oczywiście spotkać, ale to tak samo często, jak i w Polsce i w Anglii i Niemczech, zwykły czynnik ludzki i statystyka chamstwa w ogóle.

TransVoyager.pl

Black Dog, czyli jak to jest mieś bakcyla na Tira

Żeby z pasja prowadzić firmę transportowa trzeba mieć lekkiego chociaż świra na punkcie samochodów i jazdy. Nietrudno sobie wyobrazić, że ktoś podnieca się szybkim samochodem sportowym, luksusowa limuzyna, albo wypasionym harleyem. Czy jednak można oszaleć na punkcie ciężarówki?
Powiem tak, bakcyla na tira można łatwo załapać, wystarczy przejechać się w trasie truckiem Mercedes-Benz Actros w wersji z pełnym wyposażeniem, jakie to mamy w naszej flocie od ponad już roku. Wygoda, bezpieczeństwo, przestrzeń i luksus. Dziwi to Państwa, że luksus dla kierowcy? Nie, nie, nie ma w tym nic dziwnego, taka inwestycja sprawdza się, chodzi oczywiście o komfort dla naszych kierowców, jest to kwestia bardzo ważna przy długich trasach z cennym ładunkiem. Transport dalekobieżny rządzi się swoimi prawami i w kabinie wygoda musi być. Nowy Mercedes-Benz Actros to proszę Państwa cacko, z zewnątrz wygląda efektownie, ale to co mamy w kabinie to dopiero dech zapiera. Komfort kierowcy zapewniają dwa łóżka z materacami, nad których projektem pracowali specjaliści, uwaga z ortopedii. Do kabiny nie wchodzi się w butach, to nie żadna fanaberia, nie ma tam gumowych wycieraczek, są eleganckie i wygodne wykładziny dywanowe, a podłoga jest zupełnie płaska, od lewa po drzwi pasażera. Auto wyposażone jest w ABS, system kontroli trakcji, hamulce tarczowe na wszystkich osiach, pirotechniczne pasy bezpieczeństwa i całkowity hit bezpieczeństwa – cofającą się podczas wypadku czołowego kabinę.
Zanim jednak miałem możliwość jeździć prawdziwym truckiem fascynowały mnie one i tak, Dość powiedzieć, że jako chłopak uwielbiałem filmy o tematyce samochodowej, wyścigi także, rajdy, uliczne pościgi, ale szczególnie filmy o kierowcach wielkich, amerykańskich trucków. Proponuję jeden z nich, uniwersalny, bo historia ciekawa, wciągająca, akcja wartka, i świetny aktor, nieżyjący już niestety Patrick Swayze. Film nie jest młody, ale też i nie jakoś bardzo stary, nazywa się Black Dog. Tytuł odwołuje się do legendy, jaka pośród amerykańskich kierowców trucków żyje i straszy, a głosi ona, że czarny pies pojawiający się na drodze zwiastuje dziwne i straszne wydarzenia, nieszczęście, wypadek itp. Fabuła jest taka, ze bohater grany przez Patricka wychodzi z więzienia i daje się namówić na robotę, czyli transport towaru z miejsca A do miejsca B. Towar okazuje się trefny, są to karabiny i inna broń, ale nasz kierowca nie może zawrócić, bo zleceniodawca zadbał o jego motywację i porywa mu najbliższa rodzinę. No i pojawia się czarny pies, jest tez oczywiście watek umiejętności kierowcy, doświadczenia, bo nasz Patrick musi się wykazać w pojedynku na drodze z innymi truckami i wie, że kiedy się jedzie z górki z ciężkim ładunkiem, to hamulce w kołach nie dadzą rady, że trzeba koniecznie hamować silnikiem. Nie będę więcej zdradzał, obejrzyjcie bo warto choć film z 1998 roku. Aha, jakby ktoś zapomniał, to przypominam, ze spedycja to nasza druga działalność, ale przewozy osób do Anglii, Holandii, Francji i transport paczek Anglia – Polska, to bez przerwy nasza działalność, tyle, że pod szyldem Transvoyager, a transport dalekobieżny, spedycja i piękne, czerwone Mercedesy Trucki, tzw. TIR-y to druga nasza marka : szybkaspedycja.pl.
TransVoyager.pl

Kiedy zmieniać opony?

Z racji naszego zawodowego doświadczenia, spędzenia tysięcy godzin w drodze o długości milionów kilometrów, często przychodzi mi odpowiadać na pytanie: kiedy najlepiej zmienić opony z zimowych na letnie, no i potem jesienią w procesie odwrotnym z letnich na zimowe?
To niewinnie brzmiące pytanie, jest z natury tych podchwytliwych i takim raczej za 100 lub więcej punktów. Dlaczego? Ponieważ sprawa nie jest oczywista. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi i o ile można pewne wskazówki wyznaczyć, to w ostateczności decyduje bieżąca prognoza pogody. Weźmy na to marzec tego roku, czyli 2017, dziś był piękny, słoneczny dzień i termometr wskazywał w porywach nawet 25 stopni Celsjusza. Czy zatem jest to już sygnał do zmiany opon na letnie? Nie, nie , nie, z mojego doświadczenia wynika bowiem, ze klimat zmienił się w ostatnich latach, a jakże, podobno nawet się ocieplił, ale to co ważne w kwestii opon, to fakt, że Wielkanoce w ostatnich latach bywają często śnieżne i bardziej jak Boże Narodzenie niż święto wiosny.
Opony zimowe w temperaturach dodatnich spisują się lepiej, niż opony  letnie w mrozy, to pierwsza ważna zasada. Ale, w słoneczne bardzo dni opona zimowa może się zbytnio rozgrzać i ma wtedy tendencję do ślizgania się podczas ruszania i hamowania.  To efekt niepożądany, bo można utracić kontrole nad pojazdem, a i także dlatego, że nasza zimówka zużywa się wtedy bardziej.  Zdarzyło mi się jeździć w letni dzień na zimówkach i nie było to doświadczenie z rodzaju „jak ja to przeżyję”, wystarczy jechać rozsądnie, nie za szybko i wszystko jest ok. Co innego, kiedy letnie opony trafia na śnieg, lód, albo gołoledź – wtedy jest masakra i grozi to nieszczęściem. Podsumowując powyższe mam taka swoją zasadę, ze na zimowe zmieniam dość wcześnie, jak zapowiadają pierwsze przymrozki, a nawet wcześniej, na letnie z kolei zmieniam dopiero po Wielkanocy.
Ciekawym tematem są oczywiście kierowcy angielscy. Kilka słów o ich zwyczajach zmiany opon poczuwam się tu napisać, bo przecież nasza specjalność to przewozach Polska – Anglia i Anglia – Polska. Otóż drodzy czytelnicy naszego bloga, Anglicy nie wiedzą co to takiego opony zimowe.  Nawet jeśli któryś o nich słyszał, to uważa je za fanaberię właściwą dla Szwedów, albo innych Eskimosów. Zimy angielskie są dość łagodne i rzadko wiążą się z opadami śniegu, zdarza się to raz na kilka lat i tylko przez jeden, albo dwa dni w roku. Anglicy maja na taka aurę sposób prosty – ogłaszają dzień wolny od pracy, szkoły i czegokolwiek, co wymaga poruszania się samochodami i w ten sposób oszczędzają na zakupie opon zimowych i konieczności ich zmiany.
TransVoyager.pl

CB-radio czy nawigacja

Nawigacja samochodowa z funkcją ostrzegania przed zdarzeniami drogowymi, wypadkami, patrolami, fotoradarami staje się coraz popularniejszym wśród kierowców, niektórzy twierdzą, że wypiera stare, poczciwe CB-radio. Podpytałem swoich kierowców, jak to jest z nimi, czy wolą ciągle CB-radio, czy chętnie sięgają po Yanosika, albo inną nawigację?
Okazuje się, że popularny w Polsce Yanosik nie działa jeszcze w Wielkiej Brytanii, ani Niemiec czy Holandii, dlatego na przewozy Polska – Anglia i Anglia – Polska nie będzie się sprawdzał na sto procent. Kierowcy owszem chętnie korzystają z niego, ale w Polsce i tylko prywatnie. W pracy lepsza okazuje się np. nawigacja z gogle maps, bo uwzględnia korki, ogólnie natężenie ruchu na trasie, może zaproponować objazd, a dodatkowo działa bez zarzutów w dowolnym kraju Europy i pewnie Świata. Google maps nie ma ostrzeżeń o patrolach i fotoradarach, ale naszym kierowcom, w pracy to się nie przydaje, bo wszyscy jeżdżą zgodnie z przepisami. Nie straszne więc im policyjne patrole i fotoradary.
CB-radio ciągle jednak jest w łaskach, kierowcy zawodowi je kochają, przyzwyczaili się, stało się częścią ich zawodowego życia, pomaga w trasie, ale także przydaje się do kontaktu, zwrócenia uwagi najbliższym użytkownikom drogi, że np. nie mają działających świateł itp. Nasi kierowcy nie maja też problemu z korzystaniem z CB-radia w Anglii, wiele lat jeżdżą już po tamtejszych drogach i przyswoili skutecznie żargon brytyjskich kierowców.
Nawigacja jest potrzebna, żeby znaleźć jakiś konkretny, nowy adres, w takich przypadkach CB-radio nie będzie pomocne, zdarzają się takie okoliczności, bo realizujemy sporo nowych zamówień na paczki do Anglii, ludzie też zmieniają adresy, bo takie jest życie, nie tylko na emigracji.
Transvoyager i nasi kierowcy nie obrażają się więc na stare, sprawdzone sposoby komunikacji, jakim jest CB radio, ale z radością sięgają po nowoczesne nawigacje, a wszystko to po to, żeby jak najsprawniej, bez błądzenia i zgodnie z przepisami dowieźć naszych pasażerów i paczki, z tej Anglii do Polski i na odwrót

Przeprowadzki i firmy transportowe to temat zawsze modny i aktualny.

Przeprowadzki to temat wciąż modny i aktualny, gdyż jesteśmy coraz bardziej mobilni a zarazem potrzebujemy na co dzień dysponować przynajmniej podstawowym zestawem niezbędnych dla nas przedmiotów. Problem przeprowadzek mebli i ich przewozu poza granice kraju był już poruszany na naszym blogu, czas zająć się więc drobniejszymi przeprowadzkami, w szczególności takimi, które wymagają użycia firmy transportowej.
Przeprowadzki Anglia
Podstawą każdej przeprowadzki jest jej właściwe przygotowanie i zaplanowanie a co za tym idzie – spakowanie mających zmienić miejsce pobytu przedmiotów. Często zdarza się bowiem, że mamy pretensje do firmy kurierskiej o niewłaściwy transport rzeczy, uszkodzenie bądź zgniecenie paczek, podczas gdy poszczególne przedmioty były po prostu niedbale bądź niewłaściwie zapakowane.

Przede wszystkim należy więc dobrze przygotować się do samego procesu pakowania. Stare kartony z piwnicy i taśma klejąca to podstawa, nie można jednak ograniczać się wyłącznie do tych rekwizytów. Warto pamiętać, by kartony były wytrzymałe, najlepiej z pięciowarstwowej tektury. Należałoby też zakupić folię bąbelkową – do tego rodzaju zakupów nie potrzeba specjalistycznych sklepów, czasem wystarczy internet a niekiedy po prostu wizyta u sąsiadów lub znajomych, którym tego rodzaju materiały zachowały się z poprzedniej przeprowadzki. Przed przeprowadzką warto także przygotować różne stare gazety, które mogą się przydać do pakowania delikatnych przedmiotów, wazonów, talerzy, szklanek.
Bardzo ważną czynnością jest właściwe umieszczenie rzeczy w kartonach. Należy pamiętać o tym, by nie wkładać samych ciężkich przedmiotów do jednego kartonu ani też nie wkładać zbyt wielu przedmiotów do jednego pudła. Przeprowadzki AngliaPudło nie może mieć wypchniętych ścianek i musi zamykać się bez trudu, by nic nie uległo uszkodzeniu w trakcie transportu Kolejną istotną wskazówką jest pakowanie do jednego kartonu rzeczy jednej kategorii. Tak przygotowane pudła z pewnością unikną uszkodzeń, będą łatwiejsze do przewiezienia dla firmy transportowej, zaś klientom nie przysporzą stresów i rozczarowań przy rozładowywaniu po przebytej podróży.